Wybór ginekologa – moje refleksje

Obiektywnie i „technicznie” o wyborze ginekologa pisałam już tutaj. Przyszedł również czas na moje refleksje i przemyślenia związane z tym tematem. Bardziej osobiste, emocjonalne i od serca.

Dla mnie wybór lekarza ginekologa prowadzącego ciążę był tematem, który spędzał mi sen z powiek – dosłownie. Ponieważ mieszkam w Warszawie, gdzie ilość „specjalistów” jest ogromna, a ja nie mam filtra w postaci rekomendacji znajomych czy rodziny, którzy pomogliby zawęzić ich grono, byłam zdana na własny research.

Lekarza zaczęłam szukać jeszcze przed zajściem w ciążę, chciałam by zweryfikował jak wygląda stan mojego zdrowia, zalecił niezbędne badania (np. morfologia, toksoplazmoza, tsh, cytomegalia), dobrał suplementację przed ciążą (np. kwas foliowy) i abym mogła się z nim „poznać” zanim wejdę w ten totalnie nowy dla mnie etap życia (w którym hormony podobno szaleją a my nie wiemy co dzieje się z naszym ciałem). Wymarzyłam sobie żeby, jak na filmach i w opowieściach ludzi mediów, mieć kogoś kto od wejścia przywita mnie imieniem i będzie kojarzył moją drogę do macierzyństwa, będzie razem ze mną cieszył się z sukcesów, lub w empatyczny sposób przekazywał mi te mniej radosne wieści. No wiecie, szukałam „swojego człowieka”.

Tak jak napisałam w „technicznym” poście, kompetencje twarde były dla mnie kluczowym, ale nie jedynym determinantem. Od nich jednak zaczęłam. Spośród lekarzy znajdujących się na liście FMF podjęłam „filtrację” uwzględniającą dodatkowe poniższe kryteria. Co ciekawe, kiedy patrzę teraz na tę listę, mojej lekarz prowadzącej już na niej nie ma 😦

Ponieważ wiedziałam, że podczas ciąży będę widywała się z lekarzem najprawdopodobniej raz w miesiącu ważna była dla mnie lokalizacja, skupiłam się na rejonie Warszawy – Pradze Południe (nie wykluczając też innych dzielnic, gdyby w mojej nie udało się wybrać odpowiedniego specjalisty). Chciałam mieć elastyczność sposobu dotarcia do lekarza (najchętniej spacerem, tramwajem, autobusem) i nie być zmuszoną prosić Partnera o podwózkę (sama nie cierpię jeździć autem po Warszawie, wywołuje to we mnie na tyle dużo stresu, że czasami wolę dołożyć godzinę drogi komunikacją miejską, niż siadać za kierownicę i narażać się na „kulturę” jazdy w Stolicy).

No i na koniec – opinia na ZnanyLekarz. Wiem, że niektórzy nie są zwolennikami tego portalu, ale w większości przeszłych przypadków wizyt lekarskich mnie nie zawiódł. Szukałam oceny powyżej 4,5 gwiazdki.

Ponieważ na forach czytałam, że warto mieć lekarza, który pracuje w szpitalu, w którym planujemy rodzić, ten aspekt także brałam początkowo pod uwagę (moim marzeniem było rodzenie w Szpitalu Św. Rodziny). Jednak kiedy zaczęłam więcej czytać o procesie porodu, okazało się, że fakt zatrudnienia tam naszego lekarza prowadzącego wcale nie gwarantuje dobrego traktowania albo innych benefitów. Lekarz może być akurat na urlopie, może nie być go w pracy, może okazać się, że szpital jest przepełniony i musimy skierować się do innego, a w sumie to głównie położna towarzyszy nam w procesie dowiezienia nowego Ziomka na świat (inaczej sytuacja ma się w przypadku planowanej operacji cesarskiego cięcia). Stąd to kryterium, odpadło po pewnym czasie namysłu.

I tak, zaczęłam od wizyty w BoraMed, gdzie miałam pierwszą wizytę u przemiłego lekarza (większość lekarzy w tej klinice posiada certyfikację FMF). Wszystko wydawało się niby dobrze, ale miejsce, w którym mieści się ta klinika sprawiło że na samą myśl, iż mam iść tam kolejny raz, ogarniał mnie smutek architektoniczno-przestrzenny. Pomimo, że lekarz był bardzo kompetentny, miły i wszystko podczas wizyty było okej, to ja jednak poczułam od niego, lekką nieśmiałość w kontakcie z pacjentką i małomówność. A podczas pierwszej ciąży naprawdę zależało mi na tym, abym w rękach lekarza czuła się bezpieczna. Zawsze jednak będę wdzięczna tej klinice za to, że kiedy rozpoczęło się u mnie poronienie przyjęli mnie w ciągu 2 godzin (czego odmówił mi EnelMed, kiedy w totalnej rozpaczy mając krwawienie i nie wiedząc co się dzieje ze mną i z dzieckiem kazali mi oschle na infolinii jechać do szpitala – a wiecie jak to było ze szpitalami w COVID w tym najgorszym momencie) i otoczyli emocjonalną troską. Nigdy nie zapomnę zdania lekarza jaki mnie wtedy przyjął, który wtedy powiedział „proszę Pamiętać, że jeśli rok zaczyna się źle, to musi skończyć się dobrze”.

Kolejną próbą był wybór lekarza z pakietu LuxMed, jaki posiadałam dzięki pracodawcy. Tutaj lekarka miała w miarę dobre opinie na ZnanyLekarz, pomimo że nie posiadała tych fancy certyfikacji. Ówczesna sytuacja finansowa sprawiła, że nie chciałam wydawać cennych środków pieniężnych na prywatne wizyty za 300zł i postanowiłam spróbować. To był błąd….

Od wejścia, pani doktor nakrzyczała na mnie w pretensjach, że nie poszłam najpierw do gabinetu położnej (na założenie karty ciąży, ważenie itp), a kiedy poprosiłam ją, żeby się nie unosiła, bo jestem pierwszy raz i nie wiem jakie są procedury, to stwierdziła, że to ja ją denerwuje i ona sobie tego nie życzy, gdyż ma jeszcze cały dzień z pacjentkami i to ja jej psuję nastrój i wszystkim innym kolejnym pacjentkom, które będą po mnie. Nigdy w życiu nie spotkałam się w sytuacji świadczenia usługi, za którą płacę, żeby ktoś zwalił na mnie winę za swoje emocje, i to w tak ostentacyjny sposób (a dodatkowo położna, które po wizycie zrobiła mi badania krwi stwierdziła, że to że poroniłam pierwszą ciążę to nic nadzwyczajnego, bo nasze babki kiedyś też roniły i to było normalne). Wyszłam stamtąd ze łzami w oczach i już więcej nie wróciłam.

Trzecia i jak na razie ostatnia próba dotarcia do ginekologa moich marzeń zakończyła się w gabinecie PremiumMedical. Jak wspomniałam wcześniej, pani doktor w momencie kiedy szukałam o niej informacji widniała na liście FMF (no… albo ja miałam pomroczność jasną i mi się przywidziało?), mam do tego miejsca 20 minut piechotą, a opinie na Znany Lekarz to same 5 gwiazdek (na 200 ocen). Pani doktor pracuje w jednym z lepszych szpitali w Warszawie (nie jest to szpital na Madalińskiego, ale również jeden ze szpitali z lepszą opinią) i z opisu wydawała się być kompetentna. Spotykamy się zarówno na konsultacjach comiesięcznych jak i na dokładnych badaniach i refundowanych w moim przypadku przez NFZ USG prenatalnych. Na pewno podzielę się z Wami dokładną opinią o tym miejscu kiedy już zakończę z nimi współpracę (zdarzały się też niemiłe sytuacje i wciąż czekam na ich rozwiązanie).

Można byłoby zapytać – dlaczego nie wybrałam lekarza na NFZ? I to jest tylko moja opinia i moje doświadczenie – głównie dlatego, ze nie ufam darmowym lekarzom i dentystom w Polsce :(. Wiele lat cierpiałam na przeróżne choroby i nigdy lekarz NFZ nie okazał się na tyle kompetentny aby mi pomóc (przykład – „doświadczona” dermatolog poradziła mi abym na problemy z trądzikiem zastosowała wizyty w solarium). Tym bardziej w Warszawie, gdzie nie mam możliwości skorzystać z polecenia innego pacjenta, tym bardziej w COVID, gdzie nie chcę czekać w kolejkach z innymi potencjalnie zarażającymi ludźmi, tym bardziej w erze cyfryzacji gdzie instytucje utrzymywane jedynie ze środków publicznych często nie nadążają za postępem technologii. Zastanawiam się też dlaczego mądry, wykształcony lekarz miałby chcieć pracować w przychodni, zamiast wybrać bardziej komfortowe warunki u prywatnego pracodawcy. Oczywiście tutaj nie mam na myśli lekarzy pracujących w szpitalach, klinikach, chodzi mi raczej o przychodnie.

Zauważyłam, że dziewczyny na grupach FB mają podobne zdanie:

– Mam medicover, gdybym miała chodzić na nfz to bym pewnie oszalała znając terminy. no i wydaje mi się, że jednak lepszy sprzęt jest w prywatnych placówkach 

– U Nas ma NFZ pracuje gin, który nadaje się tylko na emeryturę. Poza tym jest obleśny, lub poklepywać po kolanku. Podziękuję.

– Ja prywatnie mam badania zrobione na lepszym sprzęcie, mój ginekolog jest dla mnie dostępny 24h/dobę kiedy pojawia się problem mam zawsze pewność, że mój ginekolog służy mi pomocą bez względu czy jest to 3 po południu czy nad ranem 😉 niestety każdy płaci wielkie składki, ale u siebie nie wyobrażam sb chodzić do lekarza na nfz bo u nas lekarze przyjmują z łaski w dodatku często słyszę, że na nfz nawet kobiety zdjęcia nie dostaną 🤷 nie wszędzie jest tak dobrze bo gdyby tak było nikt nie korzystał by z prywatnej pomocy

– ja też chodzę na NFZ i bywa ciężko, choć moja ginekolog to cudowna kobieta i zawsze ciepło mnie przyjmuje. Terminy totalnie mi nie przeszkadzają, ale to CZEKANIE! NOSZ KUR*A MAĆ xd nieraz czekam 3h na USG a potem na spotkanie z gin.

– ja też potrafię czekać, ale mój ginekolog ma mnóstwo pacjentek i zawsze dla każdej jest indywidualnie, a nie 15 min i nara z gabinetu. U mnie nie ma fajnych lekarzy na NFZ, a sama bym poszła gdyby było inaczej bo fakt kasa leci

Rozumiem też jednak osoby, które świadomie lub po prostu nie mając innego wyjścia decydują się na ginekologa prowadzącego w ramach NFZ. Lekarz prywatny to spore wydatki, nawet ogromne! Gdyby nie fakt, że w ramach pakietu Luxmed mam możliwość wykonywania badań krwi i moczu za darmo (no, nie do końca za free, bo po prostu są w cenie pakietu, który opłacam na spółę z pracodawcą), prawdopodobnie ja także szukałabym refundowanych usług.

Z mojego doświadczenia wniosek jest jeden i ten sam (i niestety potwierdza się na każdym kolejnym etapie macierzyństwa, w który wchodzę): Wasze i Waszego dziecka zdrowie jest głównie w Waszych rękach. To bardzo smutna i przykra prawda, ale szczera i prawdziwa. Większość rzeczy musicie same doczytać, podpytać inne mamy, sprawdzić. Było wiele tematów, o których nie powiedział mi żaden lekarz (o tym powstanie osobny wpis), lub w których opinie różnych lekarzy były sprzeczne. No i finalnie, moja osobista refleksja jest taka, że w Warszawie jest tak duży „przemiał” ludzi, iż wytworzenie tej symbolicznej więzi z lekarzem, o której marzyłam, jest niemal niemożliwe (unless, jesteście specjalnym przypadkiem), dlatego liczenie na „cud” najpewniej spotka się z rozczarowaniem.

Bycie Mamą to trudna podróż i nie będę udawała, że tak nie jest. To podróż często samotna i wymagająca ogromnej odwagi, determinacji i siły (na szczęście hormony są naszym sprzymierzeńcem). To często walka o prawa swoje i prawa swojego dziecka, to setki godzin spędzone na samoedukowaniu się, dowiadywaniu, czytaniu, słuchaniu, researchowaniu zagadnień. To codzienne, cholernie trudne wybory.

Jednak pamiętajcie – mamy tę moc! Podejmując decyzję o powołaniu nowego życia na ten świat, dostajemy ogromnego kopa energii i siły dzięki naszym pierwotnym instynktom i wrodzonej, przeznaczonej nam misji do przedłużania gatunku i dbania o potomstwo. Nagle rzeczy kiedyś niemożliwe stają się możliwe, nagle to, co ktoś sobie o nas pomyśli nie ma znaczenia w kontekście zdrowia naszego dziecka, nagle mamy odwagę odciąć toksyczne relacje, nagle nasze kiedyś wewnętrzne ograniczenia pękają, bo ten mały ktoś jest ważniejszy niż my same czy strefa naszego komfortu, w której do tej pory tkwiłyśmy, nagle chcemy stać się lepszymi ludźmi tylko po to aby być wzorem dla tego nowego człowieka, który powstał z nas. Magia życia jest niesamowita i my jesteśmy niesamowite!

Chętnie poznam Wasze opinie! Mam nadzieje że macie doświadczenia dużo lepsze od moich, i własną opinię o Państwowej służbie zdrowia dającą nadzieję innym!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s